Jedno lub kilkoro dzieci, zostaje z boku. Siadają, czasem przy ścianie, czasem przy nogach rodzica, jeśli akurat są obecni. Patrzą. Naturalnym odruchem dorosłego jest wtedy zachęcić: „chodź, zobacz jakie to fajne”, „spróbuj, na pewno ci się spodoba”, albo wziąć dziecko za rękę i delikatnie poprowadzić w stronę grupy. W FAJNIE świadomie tego nie robimy.
Dlaczego czekanie jest metodą, a nie biernością
Czy to znak, że prowadzący nie poświęca dziecku uwagi? Przeciwnie – uważnie obserwuje, jest dostępny, czasem siada w pobliżu i robi coś sam, bez nakłaniania dziecka do dołączenia – nie naciska. Nie mówi „spróbuj”, nie próbuje przekonać.
Powód jest prosty, choć nieoczywisty: dziecko, które wchodzi do działania pod presją albo namową, wchodzi w nie z innego miejsca emocjonalnego niż dziecko, które decyduje się samo. Kiedy dorosły naciska, nawet delikatnie, dziecko uczy się, że jego wahanie jest czymś, co trzeba szybko pokonać, że obserwacja i ostrożność są mniej wartościowe niż działanie, a to nieprawda. Obserwacja jest pierwszym etapem uczenia się, nie przeszkodą w nim.
Kiedy zamiast namowy dziecko dostaje czas i przestrzeń, samo decyduje kiedy jest gotowe, a moment kiedy wstaje, podchodzi, sięga po pierwszy element – jest chwilą, kiedy poczuje sprawczość. Bezcenne!


Co to oznacza w praktyce
Czasem dziecko obserwuje przez całe pierwsze zajęcia i nic nie robi poza patrzeniem. To w porządku. Czasem dołącza po dziesięciu minutach, czasem po kilku wizytach. Każde tempo jest właściwe, jeśli wynika z decyzji dziecka. Naszą rolą jest być dostępnym – tylko tyle i aż tyle.
Dlaczego to ważne dla rodziców
Wielu rodziców martwi się, kiedy ich dziecko nie „włącza się” od razu – porównuje je do innych dzieci w grupie, czasem czuje wręcz zakłopotanie. Chcemy, żeby rodzice wiedzieli: dziecko ostrożne, obserwujące, potrzebujące czasu ma po prostu inny temperament i sposób poznawania świata.
Jesteśmy różni i to jest fajne!