Dzieci dostają temat – na przykład „podróż” i stół pełen materiałów: tkaniny, sznurki, kartony, farby, drut, guziki. I zaproszenie do zrobienia czegokolwiek, co im się z tym tematem kojarzy. Nie ma instrukcji „zrób X”. Nie ma wzoru do odtworzenia. Jest przestrzeń, prowadzący i czas.
Co się dzieje, kiedy nie ma instrukcji
Jedno dziecko zaczyna budować coś, co miało być statkiem, ale w połowie zmienia zdanie i robi z tego namiot. Inne spędza kilkanaście minut, próbując złożyć coś z tkaniny, które się nie trzyma, w końcu rezygnuje i próbuje zupełnie innego podejścia. Trzecie od razu wie, co chce zrobić, ale droga do celu okazuje się dwa razy dłuższa niż zakładało.
O to to – praca twórcza w najbardziej podstawowym sensie! Testowanie pomysłów, ocenianie ich w działaniu, korygowanie i próbowanie ponownie. Właśnie to ćwiczy Twórnia: nie technikę, nie precyzję manualną, ale myślenie przez działanie.


Ekspresja, drama, improwizacja
Twórnia różni się od BUM! CIACH! TRACH! charakterem pracy. Tam nacisk jest na konkretną umiejętność manualną i instruktażowy charakter pracy. W Twórni akcent jest w innym miejscu: na ekspresji, interpretacji i improwizacji z materiałem. Dochodzą elementy zabawy teatralnej, dramy, pracy grupowej. Zajęcia zmieniają się dynamicznie i nieprzewidywalnie, bo prowadzący reaguje na dynamikę grupy uczestniczącej w zajęciach danego dnia.
Co to daje dziecku?
Tolerancja frustracji, elastyczność myślenia, odporność na „to mi nie wychodzi”, to umiejętności, które przydadzą się dziecku znacznie później: kiedy projekt grupowy nie uda się za pierwszym razem, kiedy wypracowanie trzeba będzie napisać od nowa, kiedy plan B okaże się lepszy niż plan A.
Twórnia ćwiczy dokładnie to, ale w bezpiecznym środowisku, bez ocen i bez presji efektu. Żeby kiedy coś nie wyjdzie poza salą, dziecko wiedziało, że to dopiero początek procesu.